Ouango, Wielkanoc 2003

 

Moi Drodzy!

  

Właśnie  kilka  dni  temu  otrzymałem  od  moich bliskich z domu rodzinnego radosną wiadomość, że dotarły moje życzenia Bożonarodzeniowe. Jest to w zasadzie dobra wiadomość o życzeniach świątecznych, niemniej jednak miałem nadzieje, że w tym czasie dotrą już do Polski moje życzenia wielkanocne, które wysłałem końcem lutego. Dlatego też zdecydowałem się, by ponownie skorzystać ze sprawdzonego ostatnio systemu życzeń radiowych, które mam nadzieje dotrą do Was przed Świętami Wielkiej Nocy.

U nas w kraju w ostatnich dniach wiele się zmieniło, miejmy nadzieje, że na lepsze. Po fali rabunków, napadów na misje, blokadach dróg, powiało nadzieją. I to cieszy naprawdę wszystkich! Zamach stanu usunął starego prezydenta i jeśli się uda, nowe władze może zaprowadzą w kraju spokój - bo tego tutaj  najwięcej w ostatnich latach, a szczególnie miesiącach potrzeba każdemu. Więc jest nadzieja, ze otworzą się drogi i będzie znowu można kupić paliwo i zasiąść za kierownicą naszego starego "Pucha", by wędrować do wiosek z kapłańską posługą i Bożym Słowem. Będę mógł też z radością sprzedać mój ukochany rower, który pomimo wszystkich swoich zalet i nieocenionych zasług miał kilka nieznacznych mankamentów, jak np. brak hamulców czy innych części przydatnych w procesie kręcenia kołami. Dlatego z tym większym sentymentem wspominam nasze stare "ruskie" rowery.

Jest możliwe, ze moja dziewięciodniowa wielkopostna wyprawa do wiosek była ostatnią rowerową wyprawą w tym roku.  Z zegarmistrzowską precyzją planowałem najkonieczniejsze elementy  ekwipunku tak, by móc je zmieścić na moim "rumaku":  9 koszulek, "małego księdza" - do Mszy Św., Pismo Św., Mszał, torbę z lekarstwami dla ludzi w wioskach, moskitierę (do ochrony przed komarami) i poszwę na kołdrę, która służyła mi za śpiwór, no i do tego 2 butelki wody. W większości  wiosek bowiem ludzie nie mają studni i piją wodę tylko z rzeki. Zresztą woda ze studni też tak na prawdę nie jest zdatna do picia bez przegotowania. Stąd właśnie biorą się różne "żyjątka", ślimaki w przewodzie pokarmowym, a brzuchy naszych braci są jak napompowane. Dlatego koniecznie muszę brać ze sobą lekarstwa dla chorych, by chociaż na jakiś czas mogli odetchnąć z ulgą od tych "zwierzątek". Ja radzę sobie w ten sposób, ze wieczorem gotuję wodę a potem rano przelewam  do butelek, i strzegę ten skarb aż do wieczora, łyk po łyku. A jeśli i to nie wystarczy, to zawsze można zdobyć jakieś owoce: papaje, mango, czy ananasy i zaspokoić pragnienie.
Tak wygląda codzienność w czasie  "terenowej" wyprawy, wyruszyłem na nią w sobotę przed Środą Popielcową, staraliśmy się w trakcie jej trwania z moimi wiernymi we wszystkich kaplicach rozpocząć na serio czas Wielkiego Postu, czas nawrócenia, powrotu na drogę Przykazań Bożych i sakramentów. Chrześcijaństwo ma tutaj dopiero 50 letnią tradycję i nie  łatwo jest w ludzką naturę zaszczepić tak "rewolucyjne" zasady jak Dekalog czy życie sakramentalne zgodne z  wymaganiami chrześcijaństwa. Cóż,  tak sobie myślę, że u nas w Polsce 1000 lat temu pewnie też nie było łatwiej ani lepiej - na wszystko potrzeba czasu, by łaska Boża mogła działać i owocować w sercach ludzkich. Wielki Post pragniemy przeżyć pod znakiem spowiedzi i tego wszystkiego, co do niej prowadzi.

Wielu ludzi żyje ciągle w małżeństwach poligamicznych, mąż kupuje sobie dwie lub trzy żony, co jest czystą "inwestycją", która potem przynosi zyski, bowiem żony uprawiają pole i żywią rodzinę, a kiedy dzieci już podrosną, to "córkę na wydaniu" można sprzedać za 200.000 CFA, co tutaj stanowi istną fortunę a jest równowartością  np. rocznych zarobków naszego kucharza. Z radością i nadzieją trzeba więc głosić Dobrą Nowinę; w porę i nie w porę", nawet jeśli czasem, jak do Św. Pawła wierni mówią w sercu "trudna jest Twoja mowa, posłuchamy Cię innym razem". Dlatego właśnie na Wielkanoc, czyli za trzy tygodnie będę im mówił o tym samym,  choć nieco inaczej. Taka jest tutaj nasza praca i posługa. Czasem więc niosę dobrą nowinę na plecach, czasem wiozę na rowerze, a tam gdzie brakuje drogi, płynę z nią pirogą. Dla Ewangelii nie ma żadnych barier, przeszkód ani niemożliwości. W czasie ostatniej wyprawy zrobiłem 250 km rowerem i spędziłem 18 godzin w pirodze, ale muszę się przyznać, ze podobnie jak na pieszej pielgrzymce do Częstochowy wcale nie schudłem.

Jeśli zaś chodzi o nowiny z naszej misji, to zorganizowaliśmy z ks. Sławkiem sesję dla katechistów ze wszystkich naszych kaplic. Było  około 30 osób i podczas tygodniowych zajęć,  które trwały 6-7 godzin dziennie przy boku wspaniałego ks. Filipa - Afrykańczyka, odświeżali sobie znajomość katechizmu, którego w swoich kaplicach uczą kandydatów do sakramentu chrztu, I Komunii świętej i bierzmowania. Katechiści prowadza nabożeństwa niedzielne i świąteczne w czasie, gdy nie ma kapłana. To bardzo ważne, by byli dobrze uformowani, by właściwie ukazywali wiernym ewangeliczne przesłanie. A kiedy nasi pomocnicy wrócili do domu, przyszła kolej na sesje grup odnowy w Duchu Świętym. Bezpośrednio zaś po nich swoją formację rozpoczęło 50 przedstawicieli chórów z wiosek. Tak to podczas 2 tygodni gościliśmy u siebie sporą gromadkę naszych świeckich współpracowników, których należało przenocować i nakarmić, tak, ”by duch był ochoczy a ciało nie było omdlałe”. Teraz zaś jesteśmy na etapie przygotowań do Świąt oraz do sakramentu chrztu, bierzmowania i małżeństwa, a tuż po świętach oczekujemy naszego biskupa, który w kilku kaplicach naszej parafii udzieli sakramentu bierzmowania kandydatom, przybywającym ze wszystkich wiosek i trwającym przez kilka dni na modlitwie i oczekiwaniu na zesłanie Ducha Świętego. Oczywiście sakrament bierzmowania, jak także chrztu i pierwszej Komunii poprzedzony jest trzytygodniowymi rekolekcjami. Czas ten zatem będzie ukoronowaniem ich kilkuletnich wysiłków i przygotowań do tych sakramentów.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to w połowie maja będziemy już z ks. Sławkiem wolni od nawału pracy i spróbujemy wyjechać do stolicy: ks. Sławek po to by przez kilka tygodni spotkać się z kolegami - księżmi z naszej diecezji i zrobić pierwsze od roku  zakupy w sklepie, a ja, by polecieć do Polski, gdzie mam gorącą nadzieję spotkać się z Wami i podzielić się już bezpośrednio wszystkimi wrażeniami i refleksjami oraz dowiedzieć się także o tym wszystkim, co w ciągu tego roku mojej nieobecności zmieniło się u Was na lepsze. Nawet jeśli na tej drodze przemian doświadczamy czasem trudności, to zwycięski krzyż Chrystusa daje nam nie tylko nadzieję, ale nawet pewność, że ten, kto z miłością sieje dobro wokół siebie, jako plon zbierze wcześniej czy później jej owoce.

 

Niechaj więc Zmartwychwstały Jezus, który do końca nas umiłował, wleje w Wasze serca wiele dobroci,  nadziei i optymizmu "pomimo wszystko", by Wasze codzienne życie karmiło się wiarą, oddychało nadzieją, i promieniowało miłością.

 

Jeszcze raz z serca Was wszystkich pozdrawiam zapewniając o mojej codziennej modlitwie, oraz dziękując gorąco za Waszą modlitewną pamięć, o której jestem mocno przekonany, doświadczając codziennie obficie jej owoców.

 

Z radosnym Alleluja

 ks. Piotr